+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10

Temat: Wojna walutowa

  1. #1
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    Wojna walutowa

    Noblista: Chiny rozpoczęły wojnę walutową
    To Chiny wywołały wojnę walutową - twierdzi noblista Paul Krugman. Według niego Pekin cały czas sztucznie zaniża kurs swej waluty, wpędzając świat w coraz większe tarapaty.

    "Pekin manipuluje kursem waluty. Przed spotkaniami liderów państw, czy stowarzyszeń ekonomicznych umacniają juana, tylko po to, by za chwilę jego kurs spadł" - tłumaczy telewizji CNBC zdobywca nagrody Nobla z dziedziny ekonomii, Paul Krugman. Według niego sztucznie zaniżany kurs chińskiej waluty powoduje, że świat zalewają tanie towary z Chin, które z kolei zabijają przemysł w wielu państwach świata.

    Wykładowca uniwersytetu Princeton twierdzi, że działania Pekinu widać po akcjach banku centralnego. Amerykanie bowiem łagodzą politykę monetarną, godząc się ze słabym dolarem. Chiny tymczasem zaostrzają działania, a juan się nie umacnia. Niestety noblista nie widzi możliwości wpłynięcia przez Zachód na Pekin, by władze wreszcie uwolniły kurs waluty.

  2. #2
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    Petru: Wojny walutowe drogą do kryzysu

    Hasło „wojny walutowe” od dobrych kilku tygodni nie schodzi z ust analityków i decydentów gospodarczych. Wojny walutowe brzmią trochę jak wojny gwiezdne, ale różnica polega na tym, że w wojnach walutowych wygrywa słabszy. Słabszy kurs.
    Ryszard Petru


    W uproszczeniu wojna walutowa polega na tym, że kraj, który sztucznie zaniża wartość swojej waluty, staje się dzięki temu bardziej konkurencyjny, a jego partner handlowy mniej konkurencyjny. Gdyby dotyczyło to wyłącznie dwóch krajów, łatwiej byłoby ocenić, który kraj w jakim stopniu i o ile walutę swą nadmiernie osłabił. Dziś jednak w gospodarce globalnej bardzo trudno jest znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie są właściwe kursy równowagi.

    Zarówno frank szwajcarski, jak i jen japoński w warunkach kryzysu stały się jednymi z walut rezerwowych świata, w wyniku czego nastąpiło ich znaczne umocnienie. Nie pomogły rekordowe obniżki stóp procentowych niemal do zera, które miały zniechęcać inwestorów do kupowania papierów wartościowych denominowanych w tych walutach. W pierwszej fazie kryzysu umocnienie franka szwajcarskiego wobec euro wyniosło 5 proc., pogłębiając się do 15 proc. w drugiej fazie kryzysu. W analogicznych okresach jen japoński umocnił się wobec dolara o 15 i 25 proc. Presja aprecjacyjna na obie te waluty jest związana z faktem, że traktowane są one jako bezpieczne schronienie w warunkach rosnącej awersji do ryzyka. Ostatnie pół roku to silne umacnianie się obu walut, franka szwajcarskiego wobec euro o ponad 5 proc., a jena wobec dolara o mniej więcej 13 proc. Wiosną tego roku bank centralny Szwajcarii prowadził politykę interwencji walutowych mających na celu osłabienie franka. W pierwszej połowie roku wydano na ten cel prawie 150 mld franków, po czym uznano, że działania te były nieskuteczne i je wstrzymano. Z kolei Bank Japonii dwa tygodnie temu obniżył symbolicznie stopy prawie do zera z mniej więcej 0,25 proc., co miało zostać przez inwestorów odczytane jako zapowiedź działań zmierzających do osłabienia waluty. Ale to nie jest tak, że bank centralny musi podejmować aż tak bezpośrednie działania, aby osłabiać swoją walutę. Od pewnego czasu swoją walutę osłabiają Amerykanie między innymi poprzez gołębią retorykę Fed i zapowiedź kolejnej rundy poluzowania monetarnego, co miałoby polegać na wykupie obligacji rządu amerykańskiego przez bank centralny. Podobną retorykę słychać w Wielkiej Brytanii. Do tego dochodzi jeszcze niedowartościowana waluta chińska (juan), która według Amerykanów jest za słaba o mniej więcej 40 proc. Pytanie brzmi, jak w tym galimatiasie znaleźć właściwy poziom kursów równowagi.

    Po latach prób i błędów świat finansów doszedł do wniosku, że najbliższe doskonałości są kursy płynne. Mają całą masę wad, choćby taką, że kształtują się w oparciu o dane bieżące. Ale mają tę zaletę, że kształtowane są przez miliony inwestorów. Rządy czy banki centralne mogą wyłącznie wprowadzić dodatkowe zaburzenia do ustalanych w ten sposób poziomów kursów. Najlepiej obrazuje to obecna sytuacja. Jeśli każdy kraj będzie chciał ustawić korzystny dla siebie kurs, to w ostatecznym rozrachunku nie będzie to możliwe. Jak pokazał kryzys, interwencje państwa, w wyniku których podstawowe parametry finansowe odbiegają przed dłuższy czas od równowagi, tworzą w ostateczności bańki spekulacyjne poprzez nadmierny wzrost cen aktywów, sztucznie nadmuchiwaną konsumpcję, sztucznie opłacalny eksport. Im dalej będą posunięte inwencje rządów i banków centralnych w podstawowe parametry gospodarcze, tym większe ryzyko doprowadzenia do kolejnego kryzysu. To działa jak domino. Słaby juan, poluzowanie monetarne w USA, interwencje w Japonii... a koszty ponoszą Europa, Brazylia, Azja. I tam spowalnia wzrost, osłabia się kurs i koniec końców uderza rykoszetem w tę pierwszą grupę. Globalnie gra ta jest o sumie zero, a w przypadku doprowadzenia do kryzysu – o sumie ujemnej. Są jednak wciąż tacy, którym się wydaje, że tym razem im się uda.

    http://forsal.pl/artykuly/457816,pet...o_kryzysu.html
    Ostatnio edytowane przez DT ; 15-10-2010 o 10:52

  3. #3
    Senior Member Avatar PawelB
    Zarejestrowany
    Jan 2010
    Postów
    281

    Wypowiedzi jakie pojawiają się w mediach oraz zapowiadane działania mogą rzeczywiście, że w najbliższym czasie czeka na wojna. Nie ta związana z konfliktem militarnym, wyniszczającym narody. Ale wojnę ekonomiczną, gdzie ofiarami będą gospodarki państwa. USA już próbują narzucić swoje zdanie Chinom. Te jednak będą broniły się przed atakami. Strony chcą własnej taniej waluty. Nie wiem kto wygra. Jednak zdaję sobie sprawę, że zostaną do tego zaprzęgnięte miliardy jak nie biliony jednostek monetarnych. Oczywiście oficjalnie Państwa nie będą w tym uczestniczyć. Wszystko rozegra się na rynku walutowym gdzie stronami będą bezimienne podmioty.

    Czas konfrontacji militarnych minął. Rodzi się nowy rodzaj zniewolenia - podporządkowanie walutowe (ekonomiczne).

  4. #4
    Moderator Avatar Nikkei_Banzai
    Zarejestrowany
    May 2010
    Skąd
    Rybnik
    Postów
    531

    Cytat Napisał PawelB Zobacz post
    Nie ta związana z konfliktem militarnym, wyniszczającym narody. Ale wojnę ekonomiczną, gdzie ofiarami będą gospodarki państwa. . Wszystko rozegra się na rynku walutowym gdzie stronami będą bezimienne podmioty.

    Czas konfrontacji militarnych minął. Rodzi się nowy rodzaj zniewolenia - podporządkowanie walutowe (ekonomiczne).
    Cytuję twoje wybrane fragmenty by odnieść się do każdego z nich.

    1.Ta wojna będzie równie wyniszczająca jak zbrojna tylko w zdecydowanie mniej widoczny sposób.Nikt nie przejmuje się tym że pompując setki miliardów w rynki finansowe znaczna ich większość pójdzie w spekulację,choćby w zakup surowców rolnych-ile milionów(to wcale nie przesadzona liczba) ludzi w biednych nieodpornych na to państwach umrze dzięki temu z głodu ?Ale fakt,na zachodzie ich życie jest dużo mniej ważne niż cel inflacyjny powyżej 2 %...

    2.Mówisz bezimienne podmioty,częściowo tak bo swoją polityką informacyjną FED czy BoJ starają się ustawić instytucje by grały jak im zagrają,ale to już sprawa nie bezimienna i każdy wie kto tym steruje.Jeśli ktoś tym steruje tak perfidnie jak Chiny Juanem czy Fed dolarem (lub BoJ Yenem) to bynajmniej nie jest bezimienny.Dodając do tego to że łatwo w razie problemów można zwalić winę na partnera...oj będzie się działo.Ale to pózniej,inaczej niż przy konstruktywnym wzroście przy QE (czyli poluzowaniu/dodruku pieniądza) mamy do czynienia najpierw z korzyściami a dopiero potem kosztami.Więc cieszmy się póki mamy czas,zapłacimy potem (tym z czoła także ).

  5. #5
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    a może i nie tylko walutowa:
    Amerykanie chcą sprzedać Arabii Saudyjskiej broń wartości 60 mld dol. Chodzi o największy kontrakt zbrojeniowy w historii USA

    Tym razem nie protestują nawet Izraelczycy, którym kolejni prezydenci USA obiecywali utrzymanie przewagi militarnej nad arabskimi sąsiadami. Reguła ta zostanie zachowana - kiedy saudyjscy piloci dostaną nowe F-15, ich izraelscy koledzy będą już latać nowocześniejszymi F-35.

    Co więcej, choć Izrael i Arabia Saudyjska nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, to ich interesy są dziś zaskakująco zbieżne. Oba kraje pogodził Iran, który nie wstrzymuje programu atomowego mimo sankcji ONZ i dotkliwych kar ekonomicznych wymierzanych przez USA i kraje Europy Zachodniej. Choć rządzący w Teheranie ajatollahowie powtarzają do znudzenia, że celem programu nie jest budowa bomby atomowej, to arabscy sąsiedzi Iranu i Izrael w to nie wierzą.

    Eksperci od wojskowości podkreślają, że kontrakt wymierzony jest właśnie w Iran. Jeśli Saudyjczycy kiedykolwiek wykorzystają potężne bomby przeciw bunkrom, to najprędzej przeciw podziemnym ośrodkom atomowym Irańczyków. Ponadto Amerykanie obawiają się, że wystraszone przez Iran kraje arabskie rozpoczną własne programy atomowe. Rekordowe dostawy broni mają przekonać arabskich władców, że amerykański Wielki Brat o nich pamięta i nie potrzebują własnych bomb atomowych.


    Więcej... USA zbroj

  6. #6
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    Wojny walutowe


    - Dlaczego recesja w latach 30. XX w. przerodziła się w wielką depresję? Bo rządy krajów, które przeżywały recesję, w introwertycznym szale zaczęły wprowadzać bariery w handlu międzynarodowym i w ciągu trzech lat wolumen światowego handlu spadł o dwie trzecie - pisze prof. Krzysztof Rybiński, rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie


    Niestety, sytuacja zaczyna powoli przypominać wojnę handlową sprzed 80 lat, tylko że obecna rozgrywa się na rynkach walutowych. Warto zrozumieć jej mechanizm i konsekwencje, bo mogą być odczuwalne także w Polsce.

    W kilku krajach rozwiniętych banki centralne bardzo boją się recesji i deflacji, więc obniżyły stopy procentowe do zera (Japonia) lub prawie do zera (USA, strefa euro i W. Brytania). Dodatkowo banki centralne zaczęły drukować pieniądze, czyli kupują na rynku różne aktywa finansowe, często wątpliwej jakości i po zawyżonych cenach, i zasilają światowy system finansowy w płynność.

    Ta polityka zerowych stóp i obawy rynków finansowych przed deflacją powodują, że oprocentowanie obligacji rządów krajów rozwiniętych (USA, Niemcy, Japonia) jest najniższe w historii. Zatem ta góra wydrukowanych pieniędzy szuka bardziej rentownych inwestycji, przepływając na rynki wschodzące.

    To powoduje, że obniża się oprocentowanie i rosną ceny obligacji rządów na rynkach wschodzących, rosną ceny akcji na tych rynkach i umacniają się waluty tych krajów. Dotyczy to w jednakowym stopniu Korei Płd., Indii, Turcji, Brazylii czy Polski. O ile wzrost cen akcji jest przyjemny, bo inwestorzy czują się bogatsi, to umacniające się waluty mogą prowadzić do zapaści eksportu. Ponadto zbyt szybki i fundamentalnie nieuzasadnion wzrost indeksów giełdowych mogą prowadzić do baniek spekulacyjnych, takich samych jak bańki na rynku nieruchomości w 2007 r., które pękły z hukiem.

    Z powyższych powodów kraje rozwijające się bronią się przed umocnieniem walut i zbyt silnym wzrostem cen aktywów. Chiny mogą to robić za pomocą ręcznego sterowania, np. nakazując bankom wstrzymanie akcji kredytowej, sterują też kursem juana. Inne kraje, które funkcjonują w ramach swobodnego przepływu kapitałów, wprowadzają podatki. Brazylia wprowadziła 2-proc. podatek w od zakupu obligacji rządowych tego kraju przez nierezydentów, potem podniosła go do 4 proc. Tajlandia wprowadziła 15-proc. podatek dochodowy dla nierezydentów od zysków kapitałowych. Korea Płd. rozważa ograniczenia w przepływie kapitału.

    Te decyzje coraz bardziej przypominają początki wojny handlowej, która skończyła się wielką depresją, tylko tym razem rządy zajęły się nie przepływami towarów, ale przepływami gorącego pieniądza, który jest drukowany przez banki centralne w krajach rozwiniętych.

    Łatwo wyobrazić sobie, co może stać się dalej. Jeżeli w listopadzie, zgodnie z zapowiedzią Rezerwa Federalna zwiększy skalę druku pieniądza, to nasili się napływ krótkoterminowego kapitału na rynki wschodzące i nasili się presja na umocnienie walut tych krajów. W odpowiedzi wiele krajów rozwijających się zacznie interweniować, akumulując rezerwy dewizowe, wprowadzą też dodatkowe bariery dla przepływu kapitału.

    W sumie efekt druku pieniądza przez „Bena z helikoptera” może być taki, że bańki cenowe na rynkach aktywów i surowców będą dalej rosły, interwencje walutowe doprowadzą do dalszego silnego wzrostu rezerw dewizowych banków centralnych w wielu krajach, które z kolei będą inwestowane w większości w obligacje krajów rozwiniętych, takich jak USA czy Niemcy. Czyli tzw. globalne nierównowagi w sferze finansów będą dalej narastały, a wpływ tego typu polityki na realną gospodarkę będzie niewielki. Aż pewnego dnia prasy drukarskie staną, i co wtedy?

    Niestety USA prowadzą bardzo brutalną i nieczystą grę, wykorzystując pozycję emitenta globalnej waluty rezerwowej. Przez dwie dekady Amerykanie żyli ponad stan, osiągając poziom konsumpcji zbyt wysoki w stosunku do możliwości gospodarki. Teraz nadszedł czas zaciskania pasa, co oznacza dla USA kilka lat wolnego wzrostu. Zamiast 3 – 4 proc., do których byli przyzwyczajeni, gospodarka powinna rozwijać się w tempie ok. 1 proc. Ale to oznacza utrzymanie się wysokiego bezrobocia, co jest niepopularne politycznie.

    Rząd i bank centralny USA postanowiły prowadzić inną politykę, drukując pieniądze chcą doprowadzić do osłabienia dolara i umocnienia walut wielu krajów, co uczyni eksport konkurencyjnym i pomoże w podtrzymaniu wyższego tempa wzrostu w USA, kosztem jego obniżenia w innych krajach. Prezydent Obama mówi wprost o podwojeniu eksportu USA w pięć lat. Na to nie ma i nie będzie zgody w innych krajach. A ponieważ grupa G20 jest fasadowa i nie podejmuje żadnych decyzji koordynujących globalną politykę gospodarczą, mogą nas czekać nerwowe lata wojen walutowych.

    Co to oznacza dla Polski? Powinniśmy pilnować, by złoty za bardzo się nie umocnił, tak jak Azjaci pilnują swoich walut. Powinniśmy przyspieszyć reformy, by nasza gospodarka i finanse publiczne były dobrze przygotowane na ewentualne silne turbulencje na rynkach finansowych. Tylko czy nasi politycy mają czas myśleć o takich rzeczach. Przecież jest wiele innych, „ważniejszych spraw”, od bomb fekaliowych po zamachy o podłożu politycznym. Nasze dzieci i wnuki nie uwierzą, czym zajmowała się obecna klasa polityczna, gdy będą studiować najnowszą historię Polski.
    Rzeczpospolita

  7. #7
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    2.10. Waszyngton (PAP/int.) - Kraje wchodzące w skład grupy 20 powinny powstrzymać się od interwencji walutowych mających na celu zwiększenie ich konkurencyjnej przewagi handlowej - napisał w piątek amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner w liście do ministrów finansów krajów członkowskich G 20.
    Kraje, których waluty są niedowartościowane nie powinny starać się ich osłabiać lub też uniemożliwiać ich umocnienia. Kraje G20 powinny starać się zmniejszyć nierównowagi na rachunku obrotów bieżących - napisał Geithner.
    Polityka walutowa oraz powstające w jej wyniku potencjalne nierównowagi będą głównym tematem rozpoczynającego się w piątek weekendowego szczytu G20. (PAP)

  8. #8
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    Rosati wskazuje przyszłe ofiary wojny walutowej

    Jako pierwsze ofiary ewentualnej wojny walutowej Dariusz Rosati wskazuje kraje Ameryki Łacińskiej i południa Europy, a przyczyny utrzymywania przez Chiny zaniżonego kursu juana są jego zdaniem polityczne. Wywiad z profesorem publikuje piątkowy „Dziennik Gazeta Prawna”.
    Zobacz także

    Światowa wojna walutowa wisi na włosku

    Wybuch wojny walutowej nie jest według profesora zbyt prawdopodobny. Dzieje się tak, ponieważ dzisiaj decydenci są dużo bardziej świadomi, niż w okresie Wielkiego Kryzysu, jakie konsekwencje miałoby to dla gospodarki.

    Na ewentualnym rozpoczęciu wojny straciłyby w pierwszej kolejności kraje, które by na nią nie poszły. Dotyczyć to mogłoby zwłaszcza tych krajów strefy euro, które nie mogą się pochwalić taką konkurencyjnością, jak Niemcy. Oznaczałoby to dla nich według profesora kłopoty z eksportem oraz konieczność reform rynku
    pracy. Czynnikiem ryzyka jest także brak reform przy napływie kapitału do krajów o płynnych kursach
    walutowych.

    - Najbardziej zagrożone są […] gospodarki o niskiej konkurencyjności, które mają płynne kursy walutowe, jak kraje Ameryki Łacińskiej i Rosja – powiedział Rosati „Dziennikowi”.

    Jak stwierdził w wywiadzie Rosati, nie widzi on zagrożenia dla gospodarki chińskiej ze strony kontrolowanego umocnienia juana. Zapowiedzi rządu Chin, że umocnienie waluty
    doprowadzi do upadania firm i wzrostu
    bezrobocia profesor określił mianem „starej chińskiej retoryki”. Eksporterzy z Państwa Środka mają według niego jeszcze spore rezerwy opłacalności. Umocnieniu juana musiałyby jednak towarzyszyć reformy zmierzające do wzmocnienia rynku wewnętrznego – zastrzega Rosati.

    Zdaniem profesora nałożenie na Chiny ceł przez USA nie jest wykluczone, a ewentualna retorsje ze strony Państwa Środka nie zaszkodziłyby zbytnio Amerykanom. Jak podkreśla Rosati, za sztuczne słabym juanem stoją przesłanki polityczne.

    - [Rząd] nie chce doprowadzić do zbyt szybkiego
    wzrostu konsumpcji i tym samym aspiracji obywateli. Gdy zaspokoją swoje podstawowe potrzeby, mogą zażądać demokracji i wolności – powiedział Rosati „Dziennikowi”.

    Jeżeli wyścig dewaluacji rozpocznie się, to według Rosatiego Polska nie powinna na nim, przynajmniej bezpośrednio, ucierpieć. Przyczynia się do tego fakt, że 2/3 eksportu kierujemy do krajów strefy euro, a EBC zachowuje daleko posuniętą powściągliwość, jeżeli chodzi o możliwości osłabiania kursu euro. Niewielkie umocnienie złotego mogłoby nawet pomóc polskiej gospodarce, gdyż otworzyłoby członkom RPP drogę do pozostawienia stóp procentowych na niskim poziomie.

    Rosati wskazuje przysz

  9. #9
    DT
    DT jest nieaktywny
    Senior Member Avatar DT
    Zarejestrowany
    Feb 2010
    Postów
    345

    G20 nie znalazła sposobu na wojnę walutową

    Wojna waluta wciąż grozi światu. Ministrowie finansów krajów G20 nie zdołali podczas sobotniego spotkania w Korei Południowej ustalić konkretnego sposobu na wzmocnienie wartości chińskiego juana i powstrzymanie spadku kursu dolara. Ograniczyli się do jedynie do wzniosłych deklaracji.
    Zobacz także:


    Amerykański sekretarz skarbu Timothy F. Geithner zaproponował, aby największe potęgi gospodarcze świata zobowiązały się do ograniczenia nadwyżki rachunku bieżącego do 4 proc. PKB. To w szczególności zmusiłoby Chiny do zwiększenia konsumpcji wewnętrznej i poluzowania kursu juana, aby ograniczyć tempo wzrostu eksportu.

    Jednak na spotkaniu w Gyeongju amerykański pomysł poparły tylko te kraje, które tak jak USA mają poważny deficyt handlowy: Wielka Brytania, Australia, Kanada i Francja. Zdecydowanie przeciw były natomiast Chiny (z nadwyżką rachunku bieżącego 4,7 proc. PKB), Niemcy (6,1 proc. PKB) i Rosja (4,7 proc. PKB).

    Sami Amerykanie znaleźli się natomiast pod obstrzałem tych państw, które obawiają się, że dalszy spadek wartości dolara utrudni im eksport. Na początku listopada Rezerwa Federalna ma ponownie zacząć kupować obligacje Skarbu Państwa USA na masową skalę, co oznacza wprowadzenie na rynek pustego pieniądza i obniżenie wartości banknotu z Waszyngtonem.

    – Nadmierne, stałe zwiększanie wielkości pieniądza na rynku oznacza w mojej ocenie manipulację kursem walutowym – uznał niemiecki minister gospodarki Rainer Bruederle.

    Zdaniem brytyjskiego „The Economist” porażka spotkania w Gyeongju pokazuje, że interesy krajów G20 są w zbyt dużym stopniu sprzeczne, aby instytucja ta mogła sprawnie zarządzać międzynarodowym systemem gospodarczym. W tej sytuacji, uważa tygodnik, w budowę nowego ładu powinny być zaangażowane wszystkie znaczące państwa świata.

    Inną opcją jest jednak przyznanie takiej roli MFW. Ministrowie finansów G20 zgodzili się, aby przekazać 6 procent udziałów w zarządzaniu funduszem krajom wschodzącym. Najbardziej skorzystały na tym Chiny, stając się trzecim, po USA i Japonii, najbardziej wpływowym państwem w tej instytucji. Do tej pory więcej głosów od ChRL miały Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Dodatkowe udziały uzyskały także m.in. Indie.

    – Jeśli nie doszłoby do tej zmiany, wiarygodność MFW zostałaby osłabiona – zwraca uwagę indyjski minister finansów Pranab Mukherjee.

    Jeden z pomysłów na zapobieżenie wojnie walutowej zakłada, że MFW będzie publikował regularne raporty o polityce kursowej największych potęg gospodarczych i ewentualnie ogłaszał rekomendacje, jak ją zmieniać.

    Amerykanie są jednak sceptyczni, czy takie stanowisko będzie brane poważnie pod uwagę. I wolą bezpośrednio porozumieć się z Chinami. Wczoraj Timothy Geithner niespodziewanie spotkał się na lotnisku miasta Qingdao we wschodnich Chinach z wicepremierem Wang Qishanem odpowiedzialnym za sprawy gospodarcze. Ostatnie spotkanie obu polityków w czerwcu doprowadziło do niewielkiego (2,5 proc.), ale jednak umocnienia kursu juana do dolara. Teraz Geithner ma poważniejszą broń: w listopadzie Senat ostatecznie będzie głosował nad ustawą, która pozwoli na nałożenie zaporowych ceł na import chińskich towarów do USA, jeśli kurs juana nie zostanie wzmocniony.

    Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
    G20 nie znalaz

  10. #10
    Moderator Avatar Nikkei_Banzai
    Zarejestrowany
    May 2010
    Skąd
    Rybnik
    Postów
    531

    Wielu takich danych szuka a wyniki doskonale obrazują tytułową ,,wojnę walutową''-która napędza wyniki brokerów i nagradza tych którzy są winowajcami całego zamieszania.Widać więc że mamy do czynienia z ,,syndromem strażaka Sama''-Sam podpala,Sam gasi i Sam na tym zyskuje ;-)

    (Reuters) - Global foreign exchange turnover rose in April 2011 from October 2010, driven by increasing volume across spot, forwards, swaps and options activities, according to a semiannual survey released by major central banks on Monday.

    Całość tutaj:

    Global FX volume rises in April: survey | Reuters

+ Odpowiedz na ten temat

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
Search Engine Optimization by vBSEO 3.5.0 RC2